JavaDevMatt.pl – Mateusz Kupilas

Programista na emigracji… aktualnie po emigracji. ;) Przedsiębiorca, bloger, youtuber.

Programowanie, a zmiana branży – doświadczenia 25 osób

Niecałe 2 tygodnie temu wrzuciłem film, w którym zapytałem o Wasze doświadczenia związane ze zmianą branży. Czym się wcześniej zajmowaliście, jak podchodziliście do tego etc. Okazało się, że swoje doświadczenia podesłały mi 24 osoby. Dodam do tego moje doświadczenia związane ze zmianą branży… i mamy zebrane doświadczenia 25 osób. 😀

Miłej lektury.

Zacznę od siebie – zmiana branży z pozycjonowania stron

Gdy wrzucałem podobny wpis zbiorowy (pierwsze zadania programisty), swoją wypowiedź zamieściłem jako ostatnią. Dlatego tym razem zacznę od siebie. A co!

Jakoś w w 2005 (albo 2006?) stworzyłem swoją pierwszą stronę www i grach rpg. Zainteresowałem się z czym to się je, jak zdobywać tam ruch etc. i jakoś natknąłem się na temat pozycjonowania stron www. Zacząłem dodawać moje strony do katalogów stron internetowych (zdobywa to linki, które podnoszą witrynę w wynikach) i optymalizowałem rożne aspekty stron, które wpływały na wyniki w Google.

W 2008 miałem z tym już trochę doświadczenia i zaczęło mi to całkiem fajnie wychodzić. Pod koniec kwietnia 2008 skończyłem w końcu 18 lat i mogłem zacząć działać z jakąś firmą. Założyłem wtedy micro-firmę pod skrzydłami Katowickiego Inkubatora przedsiębiorczości i razem z pewnym znajomym pozycjonowaliśmy strony klientów (głównie małe i średnie firmy z Górnego Śląska). Oprócz tego tworzyłem swoje strony www, na których trochę zarabiałem przez pozycjonowanie je w wynikach wyszukiwania. Zdobywały ruch -> zarabiałem na reklamach.

W okolicach 2010-2011 bardzo dużo zaczęło się dziać w polskim SEO. Wyniki dziwnie skakały, zaczęło wchodzić coraz więcej dziwnych systemów do pozycjonowania, które nie specjalnie mi się podobały – zaśmiecały one głównie internet. Pozycjonowanie zaczęło mi się kojarzyć z byciem śmieciarzem w internecie. W 2011 zacząłem uczyć się intensywniej C# i wysłałem jakieś pierwsze CV. Okazało się, że odezwała się jakaś niemiecka firma, która szukała kogoś od Javy. Nie miałem jeszcze zamiaru przenosić do Niemiec, ale stwierdziłem, że rozmowa o Javie nie zaszkodzi – w końcu to pewnie fajne doświadczenie i czegoś się dowiem. Miałem jakoś trochę ponad tydzień, by podszkolić się w Javie do tej rozmowy.

Poświęciłem ten czas na uczenie się Javy z YT i czytanie książek. Podczas rozmowy wyszedłem z założenia, że ja będę starał się więcej pytać, by ograniczyć prawdopodobieństwo tego, że dostanę pytanie, na które nie znam odpowiedzi. 😉 Rozmowa przebiegła całkiem w porządku, dowiedziałem się sporo rzeczy na którymi muszę popracować, ale przerwałem rekrutację na tym etapie – powiedziałem, że jednak nie będę się na nich decydował. Wiedziałem, że wiem jeszcze bardzo mało, nie chciałem się w nic przedwcześnie pakować, niepotrzebnie zbłaźnić i zmarnować ich czas.

Po tym doświadczeniu (zrobiłem dobre wrażenie podczas rozmowy, chociaż baaaardzo mało wtedy widziałem) stwierdziłem, że trochę się podszkolę i poszukam sobie praktyk jako Java developer. W końcu ludzie płacą za szkoły, to mogę popracować za darmo, by się uczyć. Wysłałem CV do JEDEJ firmy… i się udało. 😉 Było to mniej więcej po 3 miesiącach samodzielnej nauki Javy. Dostałem się na pierwsze praktyki i po 2 miesiącach praktyk podpisałem umowę. Dużą zaletą było to, że znałem się na pozycjonowaniu i mogłem w tej kwestii doradzać w firmie, jednak większość czasu starałem się chłonąć wiedzę związaną z programowaniem.

Po roku w pierwszej firmie zdecydowałem się spróbować swoich sił jako Android developer w Niemczech… i tak zaczęła się seria „Programista na emigracji”. 😀

Łukasz – rzucenie studiów i samodzielna nauka

Hej, jeśli chodzi o zmianę branży to u mnie to wyglądało tak.

1. Technikum elektroniczne – Wybrane po namowie rodziców 🙂
2. 1.5 roku studiów inżynierskich na Politechnice Śląskiej

Przejdźmy teraz do sedna, w technikum spędziłem 5 lat czyli o rok dłużej niż powinienem.

Wzięło się to między innymi z tego, że kompletnie nie interesowała mnie nauka w szkole, byłem osobą specyficzną nie potrafiącą się dopasować do otoczenia i szkołę ukończyłem z trudem ze średnią rzędu 2.4 i w porównaniu do reszty bardzo dobrze zdaną maturą i egzaminem zawodowym, który zdaje +/- połowa osób.

W szkole jedyną rzeczą, która sprawiała mi frajdę były lekcje z mikroprocesorów, gdzie tak naprawdę wykonałem swój pierwszy projekt i zobaczyłem, że programowanie sprawia mi frajdę i jest dla mnie proste czego efektem był właśnie jeden z dwóch działających projektów w klasie (zegarek na wyświetlaczu 7 segmentowym), elektroniki broń boże przy tym projekcie się nie chwytałem bo mam dwie lewe ręce.

Można by powiedzieć, że nie ma tu mowy o żadnej zmianie branży, jednak odpuściłem sobie programowanie na kilka lat bo traktowałem to po prostu jako fajnie spędzony czas i nie wiązałem z nim przyszłości. Po 4 latach i 3 semestrze studiów, gdzie musiałbym wziąć już 2 warunek z fizyki stwierdziłem, że należy coś zmienić, rzuciłem studia i zacząłem rozglądać się za pracą. Moje perspektywy nie były wesołe, wprawdzie dostanie pracy w zawodzie elektronika nie stanowiło żadnego problemu ponieważ moja szkoła jest dosyć dobrze znana i swego czasu była nawet w pierwszej dwudziestce w Polsce to jako osoba początkująca nie mogłem oczekiwać na więcej niż 1400 netto za pracę, której i tak nie lubiłem.

Zacząłem więc szukać możliwości i postanowiłem ponownie spróbować programować ponieważ sprawiało mi to wiele frajdy, w technikum programowaliśmy w Asemblerze, ja jednak wybrałem C# i podstawy Javy z powodu lepszych perspektyw. Wiele razy chciałem się poddać, wydać 10 tys na kurs programowania, który miałby mnie przygotować do pracy w zawodzie.

Mimo wszystko po roku intensywnej nauki programowania i angielskiego (2x w tygodniu po 2h + w dni w których nie miałem korepetycji minimum 2h nauki, resztę czasu na programowanie często nawet po 8h w ciągu dnia) dostałem propozycje stażu w firmie, a po zakończeniu stażu całkiem dobrze płatną pracę z trójeczką z przodu. W tym momencie pracuje już rok w pracy, która naprawdę sprawia mi radość i cieszę się, że postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. Widok wychowawczyni z technikum która była pewna, że nic w życiu nie osiągnę i w trakcie rozmowy podczas odwiedzin był wart roku wyjętego z życia na naukę. Mam dopiero 24.5 roku i mam nadzieje, że uda mi się spełnić resztę moich marzeń, oprócz znalezienia pracy, która mnie satysfakcjonuje tj; emigracja do Australii, możliwość spędzenia życia w podróży.

Tomasz – z PHP do Javy

Strona autora wypowiedzi: https://stormit.pl

Cześć Mateusz. Piszę w odpowiedzi na Twoje pytanie o zmianę branży.
Może nie była to całkowita zmiana branży, jednak udało mi się przekwalifikować z PHP i zadań typowo frontendowych na programistę Java.

Pracę w PHP znalazłem stosunkowo szybko, już na studiach. Jednak jak szybko ją znalazłem, tak szybko przekonałem się, że nie jest to do końca, to co chciałbym robić na stałe.

Mając już trochę doświadczenia w jakieś technologii, wcale nie jest tak łatwo zostawić za sobą to doświadczenie (w moim przypadku były to prawie dwa lata). Niestety szukając wtedy nowej pracy, doświadczenie liczone jest praktycznie od zera, a co za tym idzie również pieniądze.
Mnie całe szczęście udało się znaleźć pracodawcę, który zgodził się, bym na początku mógł pracować na obu stanowiskach jednocześnie. Dlatego przez pierwszy rok pracowałem połowę czasu w PHP, a połowę w Javie. Ten rok pozwolił mi nadrobić braki.

Polecam wszystkim takie rozwiązanie, bo pozwoliło mi stosunkowo płynnie zmienić technologię, bez uszczerbku dla finansów i dla nowego pracodawcy.

pozdrawiam.

Anonim #01 – Zamiana z budownictwa na programowanie

Cześć 🙂

Proszę jeśli to możliwe chciałbym pozostać anonimowy (bez imienia i nazwiska).

Skończyłem budownictwo, studia dzienne inż + mgr. Po studiach przez 1,5 roku pracowałem w biurze projektowym, jako asystent projektanta konstrukcji, gdzie zajmowałem się projektowaniem konstrukcji budynków (głównie budynki usługowo-handlowe, użyteczności publicznej i biurowe, trochę mieszkaniowe). Jako junior java dev pracuję od 3 miesięcy. Do zmiany przekonała mnie wysoka kultura pracy w branży IT, lepsze wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Jeśli ktoś chciałby poczytać więcej, to biorę udział w konkursie daj się poznać, gdzie jednym z kryteriów uczestnictwa jest pisanie postów co tydzień przez 2 miesiące. W części niedotyczącej projektu chciałbym opisać czego się uczyłem i z czym miałem problemy, wpisy możecie znaleźć tutaj:

https://arturk9.wordpress.com/tag/dsp/

Pozdro!

Marcin – pracował jako barman

Moja pierwsza styczność z programowaniem miała miejsce w podstawówce – uczyliśmy się pisać proste stronki w pajączku (nie wiem czy jeszcze się tego używa – taki prosty edytor html z podstawowym kolorowaniem składni :P). Później jeszcze gdzieś w gimnazjum, liceum i na studiach trochę się tego przewijało, jednak nigdy mnie to nie interesowało, robiłem tylko tyle ile ode mnie wymagano. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziałem co do końca robię na tych zajęciach, najczęściej było to przepisywanie od kolegi obok. 🙂 Zwyczajnie nie było to coś, co przykułoby moją uwagę na dłużej.

Pomysł o nauce podstaw programowania zakiełkował u mnie dopiero później. Stwierdziłem, że przy tak szybkim rozwoju przeróżnych technologii, warto znać chociaż podstawy. Zaczynałem od darmowych tutoriali na youtube i kilku innych portalach zajmujących się tworzeniem kursów dla początkujących. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wiedza „wchodzi mi” dosyć szybko, a kodowanie sprawia mi przyjemność.

Zbiegło się to w czasie z moją decyzją o rzuceniu dotychczasowych studiów (to była już druga próba studiowania – nigdy nie odnajdowałem się w akademickiej rzeczywistości). Pracowałem wtedy jako barman. Praca była generalnie fajna, ale w końcu coraz mocniej zaczęła dawać mi w kość psychicznie i fizycznie. Nocny tryb życia odbijał się na moim zdrowiu oraz relacjach z rodziną i przyjaciółmi. Wtedy postanowiłem się przebranżowić. Wziąłem udział w bootcampie programistycznym Coders Lab. Wybór padł na backend. Kurs trwał 6 tygodni, pracy było więcej niż dużo. 🙂 Po 8 godzinach codziennych zajęć od poniedziałku do piątku, średnio poświęcałem kolejne 4-5 godzin na pracę w domu. W weekendy było to ok. 10 godzin w sobotę i niedzielę. Podobno w trakcie trwania kursu był gdzies tydzień „wolnego”, ale ciężko mi powiedzieć, żeby był to czas przeznaczony na „przerwę” – nauki było tak samo dużo, a materiał z zajęć czekał na przerobienie.

Pracę udało mi się znaleźć ok. miesiąc po ukończeniu kursu. Jestem bardzo zadowolony. Początkowo polegała na prostych zadaniach „optymalizacyjnych” i dopisywaniu prostych ulepszeniach. Oprócz tego po godzinach nadal poświęcałem dużo czasu na naukę i oswajanie się z nowym frameworkiem. Dziś, po 5 miesiącach pracy, opiekuję się młodym, startującym projektem w firmie.

W programowaniu chyba najbardziej podoba mi się to, że możliwości rozwoju są praktycznie nieograniczone. Tworzy się coś z niczego za pomocą komputera, a obraz programisty coraz mocniej odbiega od stereotypowego geek’a we flanelowej koszuli. Coraz częściej są to przyjaźni i otwarci ludzie, którzy oprócz umiejętności twardych stawiają też na rozwój swojej komunikatywności, coraz częściej mają bezpośredni kontakt z klientem i chętniej biorą udział w konferencjach branżowych. Dużo z nas również prowadzi swoje blogi, które nie zawsze zawierają czysto techniczne posty. Uważam, że mało która branża daje takie możliwości rozwoju. Decyzja o przebranżowieniu była jedną z najlepszych w moim życiu 🙂

Piotrek – problemy z pracą po kierunku Inżynieria Środowiska

Cześć,

Na początku (nim przejdę do sedna sprawy) chciałem powiedzieć, że byłeś jedną z moich motywacji w czasie nauki programowania, dziek!  😀

Moja historia wygląda tak, że po studiach (Politechnika Wrocławska, Inżynieria Środowiska) przez długi czas – jakieś pół roku, nie mogłem znaleźć pracy w zawodzie. Mój brat jest programistą, więc pomyślałem sobie, że może pójdę w jego ślady. Z drugiej strony wydywało mi się, że sie kompletnie nie nadaje do tego. Moją główną motywacją były zarobki i ciesze sie, że bardzo lubie swoją pracę, bo cóż z tych zarobków jeśli trzeba się męczyć…?

Nieśmiało (bardzo :D) zacząłem oglądać tutoriale na youtube, następnie jedna książka, druga, trzecia, kolejne tutoriale, kodowanie. Cała zabawa z programowaniem bardzo mi się spodobała (choć miałem momenty kryzysowe) i tak w czerwcu 2015r.(jakieś pol roku nauki) dostałem pierwszą pracę – bezpłatny staż miesięczny z możliwością przedłużenia. Pracowałem tam jeszcze prawie rok.
Moje projekty jakie wykonałem do tej pory (konto należy do brata) – gry wykonane w Libgdx 🙂

https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.surix.angryball&hl=pl
https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.surix.justsnake.android&hl=pl
https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.surix.worldofcolors.android&hl=pl

Podejście, które bardzo mi pomogło w czasie przebranżowywania się i jakie stosuje w codziennym życiu:

– traktować wszystkie porażki, niepowodzenia, problemy jako dźwignie sukcesu. Mamy dwa wyjścia – albo pozostać w pętli negatywności, albo zebrać sie w garść i wyciągnąć z negatywnej sytuacji jak najwięcej nauki. Sam dostrzegłem w pracy, że najwięcej sie uczę, kiedy mam stosunkowo „ciężkie” taski do zrobienia.

Dzięki za fajny content na youtube, dobrze sie ogląda kolege stricte po fachu – Androidowca 😀

Pozdrawiam,
Piotrek

Anonim #02 – od montażu i wdrożeń do programowania

Witaj!

Przez ponad 10 lat zajmowałem się montażem urządzeń w zakładach pracy i wdrażanie oraz serwisowaniem systemów dla kadr. Programowaniem hobbystycznie zajmowałem się od czasów technikum (asembler, WinApi, VLC/Borland, mikrokontrolery Atmel, później C#).
Znudziła mi się praca polegająca na bieganiu z kablami, wiertarką lub szkoleniem kadrowych ciągle z tego samego i męczeniem się ze zgłaszanie błędów w oprogramowaniu oraz olewką programistów producentów. To był stres, gonienie terminów na instalacji, późne powroty – także nad ranem i pretensje klientów dlaczego program ma błędy.

Mam parę swoich projektów komercyjnych i jesienią 2016 zacząłem szukać pracy. Mam duży problem z mówionym angielskim (zaniedbałem to), jeszcze stosunkowo niedawno oferty pracy zawierały wymóg „znajomość j. angielskiego pozwalającą na swobodne czytanie dokumentacji” (to umiem), a po paru miesiącach okazało się, że bez komunikatywnego angielskiego ani rusz.

Na dodatek część rekrutacji to zawracanie głowy, bo rekruter ‚zbiera’ sobie cv z rynku lub niedokładnie je czyta i marnuje mój czas.

Najlepsze jest to, że po paru rozmowach (wypadam nieźle w sprawach technicznych) dostałem ofertę pracy jako programista c# (to byłaby pierwsza praca na stanowisku programisty) za 4tys. netto i … chciałem podbić stawkę o dwie stówki na rękę rozumując, że skoro mam swoje projekty komercyjne (realne pracujące w firmach) to jestem wyżej od juniora zaraz po studiach (studia mam z elektrotechniki, ale programowanie to mój konik).

Firma nie złożyła kontroferty tylko wycofała swoją ofertę. Od tego czasu miałem jeszcze jedną rozmowę (doszedłem do drugiego etapu) w dużej amerykańskiej firmie, ale nie przyjęli mnie, ponoć przez brak mówienia w angielskim i brak doświadczenia w pracy w zespole. Rekruter był trochę niepoważny, bo te informacje były zawarte w CV, to po co zawracali mi głowę?

Żałuję, że nie przyjąłem tamtej oferty, bo już bym pracował, zdobywałbym doświadczenie no i miałbym pieniądze na start i na naukę angielskiego z lektorem. Liczyłem, że po tej ofercie będą inne, gdzie wywalczę lepsze pieniądze, co w perspektywie półrocznej dałoby sumarycznie lepsze zarobki, ale jak policzyłem, to rozpoczęcie pracy miesiąc później i wyższe o 500 zł zarobki i tak nie zbilansowałyby utraty zarobków z jednego miesiąca.
Nie wiem, skąd pomysł podbicia o parę stówek przyszedł mi do głowy, pewnie hurraoptymizm, ze posypią się propozycje.

Wynik jest taki, że dalej nie mam pracy (to już drugi miesiąc), propozycje nie spływają, a ja siedzę w domu, wkurzam się i zastanawiam, dlaczego tamta firma nie złożyła kontroferty. Może to była firma z tych myślących o szybkich oszczędnościach a może decydent chciał mi dać nauczkę, może uderzyłem w jego ego, albo chciał potulnego pracownika, a może konkurent opuścił cenę.

Nie żebym ja nie dawał szansy i twardo stał przy swoim, mówiłem, że w okresie próbnym za brak mówionego języka mogę dać rabat, a w tym czasie podciągnę angielski, ale stawkę po okresie próbnym ustalamy na podstawie kwoty z przed rabatu.

Aha – miałem jeszcze niepoważne moim zdaniem pytanie, ile bym chciał zarabiać po okresie próbnym. Odpowiadałem, że stawkę rynkową odpowiadającą moim realnym umiejętnościom. Nie wiem, może szukali jelenia. Jak mogłem podać kwotę jeżeli nie wiem, czy i jak sobie poradzę z tym co oni robią, może bym potrzebował więcej czasu na ogarnięcie. Jedyny warunek z mojej strony to był brak starych technologii webowych Microsoft – tych wyklikiwanych czyli webforms.

Co będzie dalej – nie wiem, rozsyłam oferty, ale nikt się nie odzywa. Rynek pracy outsourcingiem stoi, mam wrażenie, że szukają dobrych regularów lub seniorów z zaawansowanym dobrym angielskim. Tylko skąd ich wezmą w przyszłości jak nie chcą dać szansy juniorom?
Ludzie piszą na forach, że rynek pracy programistów bardzo się zmienił – właśnie przez angielski i wzrosły wymagania co do stosu technologii. Tylko jaki jest sens odrzucania programisty, że nie zna np. Angulara czy React, jak to jest nauka na parę dni – maksymalnie tydzień?
Tak naprawdę miód w ofertach mają ci z dużym doświadczeniem – mogą przebierać w ofertach. Mam też wrażenie, że firmy rekruterskie zbyt mechanicznie podchodzą do ofert i odrzucają moją ofertę, a żeby było śmiesznie, jest w niej 100% prawdy, to co tam wpisałem to użyłem w swoich projektach.

Tak wygląda moja wyboista droga do bycia programistą. 🙂 A miało być tak łatwo.
Źródło moich projektów wyschło, a jak popatrzyłem na stawki propozycji oferii i takich tam, to śmiać mi się zachciało. Mam też swój produkt, który mógłbym sprzedawać na rynku medycznym, ale to jest bagno i nie chcę się wiązać, bo to co tam zarobię z bólem i kilkudziesięcioma wyjazdami i płaszczeniem się przed decydentami to więcej w spokoju przez parę miesięcy zarobię na stanowisku programista.

Pozdrawiam

P.S. Nigdzie nie podawaj imienia i maila.

Paweł – 27 lat, nie jestem za stary?

Cześć 🙂
Odpowiadając na Twoją prośbę, skończyłem elektrotechnikę (specjalizacja automatyka i metrologia, czyli również pomiary i sygnały) i od niedawna staram się nauczyć programowania, co prawda embedded i język C, ale nie było mówione jakie programowanie. Poza tym liznąłem trochę pythona i C++ z QT.

Nie wiem tylko czy nie jestem za stary na takie rzeczy bo mam 27 lat. Jest możliwość przekwalifikowania się w takim wieku? Czy raczej nie znajdę już pracy jako, bądź co bądź, początkujący programista?

Pozdrawiam

Moja odpowiedź: w skrócie: nie jesteś prawie nigdy za stary. Jednak wraz z wiekiem i większą ilością obowiązków jest trudniej zacząć. Wrzuciłem kiedyś o tym wpis: http://www.javadevmatt.pl/za-stary-na-programowanie-zmiana-branzy/

Mateusz – Jak zostałem programistą?

Jak zostałem programistą?

To nie było tak dawno temu, ale ten czas minął tak szybko, że aż nie wierze kiedy to się wszystko stało.

Zaczęło się od tego, że zrealizowałem punkt pierwszy swojego długofalowego planu, czyli… zostałem developerem. Ale od początku – od dawna dążyłem do tego, żeby iść w stronę bardziej technicznych ról w projektach, przy których pracowałem. W Maju zeszłego roku powiedziałem – to już czas i wiedząc, że może być mi ciężko samemu nauczyć się programowania od podstaw, znalazłem kurs Coders Lab i jeszcze tego samego dnia zapisałem się na kurs. Początek – lipiec 2017. Kurs był trudny. Codzienna nauka i odrabianie “zadań domowych”, a w weekendy powtórka z tygodnia i robienie małych projektów. Ale opłaciło się, widać było, że dobrze mi idzie i czułem, że robie postępy.

Po kursie przyszedł czas, na szukanie pracy. Uznałem, że w ciągu dwóch miesięcy, powinienem być w stanie znaleźć pozycję jako Junior Developer albo chociaż jakiś staż. Jak się okazało, wystarczył miesiąc, żeby mieć w ręce dwie oferty na stanowiska juniorskie. W dwóch firmach w dwóch różnych miastach. Co wybrać?

Tak naprawdę lokalizacja ma w tym przypadku najmniejsze znaczenie. Wybrałem miasto, które z tych dwóch lubię mniej, ale wybrałem firmę, w której się więcej nauczę. I ostatnie pół roku robie dokładnie to – czerpię wiedzę skąd tylko mogę i śmieje się sam z siebie jak trafiam na swój kod z samych początków kariery. Warto się starać i dawać z siebie co się da.

Aleksander – specjalista ds prawnych

Hej,
Bardzo się cieszę, że wybrałeś właśnie ten temat. Jak pewnie zaobserwowałeś trwa wielka fala prób przekwalifikowania się z przeróżnych zawodów na te bardziej lub mniej programistyczne. Niestety dużo osób jest motywowanych tylko wysokością potencjalnych zarobków, ale to już inna kwestia.

Pozwolę sobie przytoczyć mój przypadek:

Mam 27 lat (rocznikowo oczywiście). Od dwóch lat pracowałem jako specjalista ds prawnych w niewielkiej firmie z branży budowanej. Praca ok, zarobki też, klimat hmm zależy co kto lubi. W październiku ubiegłego roku ukończyłem studia prawnicze na UJ, od lata miałem dogadaną pracę w kancelarii oraz planowałam rozpocząć aplikacje.
Jednakże ze względu na to jak obecnie wygląda praca prawnika (chaos) oraz mordercze nadgodziny z tym związane uznałem za stosowane zmienienie zawodu, żeby unikać nieszczęśliwego żywota aż do emerytury.
Popisałem tydzień-trzy w pythonie żeby zobaczyć na czym to w ogóle polega. Spodobało się, więc wraz z odbiorem dyplomu wypowiedziałem dotychczasową pracę i zacząłem ostry maraton samodzielnej nauki.
2 marca zacząłem staż jako iOS development który prawie na pewno zostanie po ukończeniu (3 miesiące) zamieniony na stanowisko samodzielne.

Jestem zachwycony tą zmianą i uważam, że była to moja najlepsza decyzja zawodowa w życiu.

Jedyną wadą pracy jest to, że bez pełnej sprawności (jakiś katar, lekka gorączka) bardzo ciężko jest pisać tak jak się powinno. A jakość jest ważna.

Pozdrawiam,
Aleksander

Adrian – skończył filozofie i pracował jako sushi master

Cześć,

moja kariera jest dość mocno poplątana. Skończyłem filozofie po czym wyjechałem na drugi koniec Polski żeby pracować jako sushi master. Tam wpadłem na pomył, żeby zająć się czymś innym niż ciężką harówką w gastronomii. A, że miałem za sobą parę podejść do programowanie to znowu spróbowałem właśnie tego. To był sierpień 2016. No i w końcu siadło. Jak to mówią. 🙂 Zaczęło się od C++ na własną rękę, zapisałem się na studia, które przerwałem po pierwszym semestrze (słaby poziom, dużo czasu zjedzone na głupoty zamiast programowania). Tam też liznąłem pythona. A teraz kodze głównie w javie i z nią wiążę swoją karierę.
Po tej zawiłej historii, trafiamy do teraźniejszości gdzie biorę udział w konkursie daj się poznać. I aktywnie poszukuje pracy jako junior.
Konkursowy blog: ejdriansoft.wordpress.com
Github: https://github.com/ejdrian313

Kamila – początkowo pracowała jako grafik

Blog: http://just-sudo-it.pl/

Historia Kamili-developera jest z gatunku tych tragikomicznych i przydługich, więc postaram się streszczać. Przez 9 lat pracowałam jako grafik. Ukończyłam Europejską Akademię Sztuk, do której przygotowywałam się przez 2 lata. Jakby to tak podliczyć, to wychodzi 16 lat poświęconych nauce i pracy w jednej branży i 16 lat konsekwencji jednego wyboru z okresu nastoletniości. Na studiach dostałam komputer i stałe łącze. Tak oto w wieku lat 20 zaczęłam korzystać z narzędzia, bez którego obecnie życie na tej planecie byłoby zagrożone – z Internetu. Ten świat mnie fascynował, ale i onieśmielał.

Jako grafik musiałam nieraz przygotowywać projekty do sieci, wdrażane w tajemniczy sposób przez tęgie mózgi, wykształcone zapewne w Dolinie Krzemowej. Tak to sobie wyobrażałam. Próbowałam poduczać się HTML-a i CSS-a, co zaowocowało nawet stroną dla mojego ojca, którą napisałam jakoś w 2005 roku na tabelach. Serio, tak się kiedyś pisało. 🙂 Potem próbowałam coś dziubać w WordPressach, stawiałam swoje blogi – ale nie odważyłam się wyjść poza gotowe szablony. Przełom nastąpił w 2013 roku, kiedy na dwudniowych warsztatach RailsGirls dowiedziałam się o istnieniu Coders Lab. Wzięłam ulotkę i powiedziałam sobie “Jak wszystko inne pii… ekhm, zawiedzie – rzucę wszystko i tam pójdę”. Ulotka leżała w widocznym miejscu przez kolejne 3 lata.

Pewnego majowego poranka 2016, po dość parszywym roku poprzednim, obudziłam się i uderzyła mnie myśl, że moment p… chyba właśnie nadszedł. Nosiłam się z tą myślą przez kolejne tygodnie. 30. maja złożyłam wypowiedzenie, rzucając stabilną i dobrze płatną pracę, w której nie rozwijałam się od lat, zarejestrowałam się w UP (niech szlag trafi tę instytucję) i zapisałam na kurs. W wyniku różnych zawirowań, kurs zaczęłam pod koniec listopada 2016. Wiedziałam, na co się piszę: ciężki zachrzan przez 6 tygodni, może dłużej. Obawiałam się, że sobie nie poradzę, że nic z tego nie będzie. Rzeczywistość mile mnie zaskoczyła. Fakt, kurs jest superintensywny. Ale i satysfakcja z błyskawicznych postępów: niesamowita. Po pierwszym tygodniu napisałam stronę, potem przyszedł JavaScript (jestem jakaś inna, bo zaprzyjaźniłam się z nim od razu: ale duża w tym zasługa mojego mentora, Mateusza Rojeckiego; Mateusz, dziękuję!), responsywność, jQuery… i masa innych zagadnień. Egzamin: co tydzień. W szóstym tygodniu: projekt końcowy. Uch, to była przeprawa! Zwłaszcza że, za radą Mateusza, wybrałam projekt, który był mocno ambitny i dał mi w kość. Ale było warto. 🙂

Po kursie napisałam maila do mojego dawnego mentora z RailsGirls: jemu też należało się podziękowanie. Ku mojemu zdziwieniu zaproponował, bym wysłała do jego firmy aplikację i link do GitHuba. Zostałam zaproszona na rozmowę – i tak oto teraz pracuję jako Junior Developer w miejscu, o którym nie marzyłabym, że mnie przyjmie, tj. w Rebased. Przede mną jeszcze dużo, dużo nauki i pracy – i szczerze się na to cieszę. W zawodzie grafika nigdy nie czułam takiej satysfakcji i takiej chęci do pracy, co w zawodzie programisty. Co mogę powiedzieć, jest świetnie! 🙂 Protip, jeśli myślisz o kursie typu Coders Lab: dowiedz się, o co chodzi z tym kodowaniem. Zapoznaj się z podstawami HTML, CSS, JS – zobacz, czy chcesz spędzić grubą część swojego przyszłego życia, programując. Jeśli tak, to super! Gdy dostaniesz się na kurs, PORZĄDNIE przerób Prework i nie zostawiaj tego na ostatnią chwilę, zacznij od razu. Im lepiej się przygotujesz, tym więcej wyniesiesz z kursu – i nie będzie on traumą. 😉

Michał – inżynier środowiska i inżynier budownictwa

Cześć Matt,
oto moja krótka historia XD

Z wykształcenia jestem inżynierem środowiska (mgr.inż.) i inżynierem budownictwa (inż.), obydwa kierunki w pocie czoła zdobyte na polibudzie. Całe dotychczasowe życie podporządkowane pracy na budowie na stanowisku kierownika robót. Szybkie awanse oraz dobrze zapowiadająca się kariera. Poklepywanie po plecach przez przełożonych za odwalanie ciężkiej i odpowiedzialnej roboty na budowach, tak że słupki w excelu się zgadzały, a ja tego pilnowałem.

Jednak wraz z wiekiem jak u wielu ludzi zaczęły się zmieniać priorytety w moim życiu. Nie jest łatwo dbać o sprawy rodzinne gdy całe życie spędza się w delegacji. Co gorsza zaczęła mi strasznie doskwierać nuda, powtarzalność i generalnie brak jakiegokolwiek bodźca do rozwoju intelektualnego. (Studiując 2 kierunki nigdy mi tego nie brakowało). Zacząłem sobie sam stawiać wyzwania rozwiązując zadania matematyczne po pracy w hotelu, z laptopem na kolanach. Po miesiącu przeskoczyłem na algorytmy w c++ (kiedyś byłem w tym całkiem niezły, więc why not…) i w ten to sposób po nitce wolno zmierzałem do kłębka.

Zacząłem z początku nieśmiało wertować internet w poszukiwaniu info jak wygląda rynek IT (bo słyszało się różne legendy) i jednym z pierwszych materiałów na które trafiłem był właśnie Twój film Matt: „Za stary na programowanie?”. Chyba ten stream i komenty pod nim dał mi największego kopa i pewnym sensie wiarę, że to się może udać. Dodatkowo rozmowa z kolegą ze studiów, który został FE Developerem i szczere szczęście w jego głosie gdy opowiadała o Angularze, to z jakim namaszczeniem tłumaczył mi co to jest Gulp i jak skonfigurować Webpacka ;D dało mi mocno do myślenia co to za magia w tym całym FE.

Później kolejne kursy Mirosława Zelenta, Udemy, YT, Free Code Camp i inne, no i mnie pochłonęło totalnie. Po 12h wyczerpującej pracy – codziennie starałem się wykrzesać z siebie chociaż 2h skupienia. Zasypianie przy biurku i budzenie się w ubraniu o 4 w nocy to był standard. Myślę, że się opłaciło, bo działałem tak przez ok. 5 miesięcy i podstawy podstaw złapałem.

Ostateczną decyzję o przebranżowieniu na FE Deva podjąłem gdy trafiła do mnie informacja, że zostanę ojcem 🙂 Wiedziałem, że muszę zabezpieczyć finansowo rodzinę a chcąć się przebranżowić ryzykuje bardzo dużo. Jednak wsparcie mojej wspaniałej Żony było nieocenione w tym wypadku.

Tak oto jestem teraz w trakcie wypowiedzenia, odbierania mojego 40 dniowego urlopu i samodzielnej intensywnej nauki, w tym czasie zamierzam dokończyć projekty (m.in. DSP2017 – Bezpiecznik Finansowy na blogu http://kodzenie-obyczajow.pl ), portfolio i za ok. miesiąc ruszyć w poszukiwaniu 1st pracy „na Froncie”. W maju kończę 30, więc jeśli wyrobię się w 2 miesiące z pierwszym etatem to moje pierwotne nieśmiałe marzenia o zostaniu WebDevem rzeczywiście dojdą do skutku 100% zgodnie z planem.

Sorry za ścianę tekstu, ale łatwo się wczuć w swoją historię.

Patryk – sprzedawałem nagrobki granitowe

Hej,

Ja zmieniłem branżę na IT dokładnie w tym miesiącu, chociaż decyzja o tym została podjęta grubo ponad pół roku temu. 🙂 Moja nowa branża to webdev, a samo programowanie od zawsze mnie fascynowało. Pierwsze lekcje z C++ miałem w wieku ok. 12 lat, kiedy dostałem w swoje ręce książeczkę KomputerŚwiata z kiosku za 12 zł (to była dokładnie ta książeczka), natomiast podstawy webdevu – w czasopiśmie Click!, w którym przedstawiono podstawowy kurs HTML-a – głównie projektowanie na tabelkach i archaiczne już dzisiaj tagi, jak <font> czy <marquee>.
Moją poprzednią pracą było prowadzenie własnego, rodzinnego biznesu w bardzo małym mieście, gdzie sprzedawałem nagrobki granitowe. Po ok. trzech latach miałem dość, a wiązało się to z tym, że w małej wsi ciężko rozwinąć taki biznes. Zarobki nie były zadowalające, spędzałem zdecydowanie za dużo czasu martwiąc się, czy wystarczy mi pieniędzy do końca miesiąca.

Dodatkowo dochodziło użeranie się z klientami. Ci przy kasie byli bardzo wybredni, a ja nie miałem funduszy na zaopatrzenie się w nie wiadomo jakie kamienie i wzory nagrobków. Ci mniej zamożni (niestety będąca większością) bardzo często wymagali, by znajdować im jak najtańsze rozwiązania, które nie zawsze dawało się znaleźć.
W lipcu 2016 roku postanowiłem położyć kres byciu Januszem Biznesu, rozwinąć swoje (zdobywane przez lata i „na raty”) umiejętności w webdevie i zostać prawdziwym programistą! Do tego zmotywował mnie przede wszystkim film na YT Damiana Wielgosika z Kodu.je, w którym mówił o tym, jakich umiejętności on osobiście wymaga od kandydatów na juniora front-endowca. Stwierdziłem wtedy, że przedstawione wymagania są śmieszne w stosunku do tego, co już wówczas umiałem. 🙂

Wykupiłem sobie wtedy 2 m-ce abonamentu na TeamTreehouse.com, żeby być w 100% na bieżąco z używanymi w dzisiejszych czasach technologiami i technikami programowania. Przerobiłem całą linię front-endową – HTML5, CSS3, Sass, JS, jQuery, w ciągu kilku pierwszych tygodni ruszyłem też obiektowy JavaScript i ES6. Skorzystałem też z Free Code Camp, przez który znalazłem warszawską (choć tak naprawdę ogólnopolską) społeczność ludzi, którzy nawzajem wspierają się w nauce programowania i webdevu.
W październiku jechałem już na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną do firmy, w którą wkręcił mnie znajomy. Tamta sprawa jednak spełzła na niczym, oficjalnej odpowiedzi nie doczekałem się do dzisiaj 🙂 Wiem tylko tyle, że nie zatrudnili wtedy nikogo spośród wszystkich kandydatów.

Kilka wysłanych CV i kilka rozmów później, na początku lutego, trafiłem na firmę 314.tt, która szukała junior javascript developera. Dostałem za zadanie napisać grę w Angularze 2 aplikację, przy pomocy której użytkownik może zagrać w kółko i krzyżyk z botem, siedzącym na ich firmowym serwerze. Zadanie otrzymałem w piątek ok. godz. 16, oddałem je parę minut po północy 🙂 W następnym tygodniu dostałem info, że „jak na juniora, to poszło mi bardzo dobrze”. W marcu wrzucono mnie już na pierwszy projekt i tak sobie pracuję. 🙂

Co prawda nie pracuję na froncie w JS-ie, ale na backendzie w Elixirze, ale i tak jestem przeszczęśliwy, że znalazłem zespół, w którym mogę się rozwijać pod kątem programowania i tworzenia. Praca w pełni zdalna z elastycznymi godzinami pracy, wiem, że dziś trzeba mieć więcej szczęścia niż rozumu, żeby dostać taką fuchę 🙂
Zachęcam wszystkich, których kręci programowanie, ale nie wierzą w swoje możliwości, żeby ruszyli tyłki i wzięli sprawy w swoje ręce. 🙂 Lepszych czasów niż dzisiaj raczej już nie będzie 🙂
Pozdrawiam,
Patryk

Tomasz – z programisty do tradera walutowego

Cześć Matt,

uznałem, że Twoja akcja o przebranżowieniu się idealnie wpasowała się w plan rozwoju mojej działalności. Moja historia przebranżowienia jest nieco inna ponieważ zaczynałem od bycia programistą, a przebranżowiłem się na tradera walutowego który z umiejętności programowania stworzył narzędzie które pomaga przy podejmowaniu decyzji. Od paru lat powtarzam, że w przyszłości programowanie będzie narzędziem jak każde inne dzięki któremu będziemy mogli bardziej efektywnie wykorzystać nasze analityczne umiejętności. Bardzo ucieszyłem się kiedy czytając bibliografię Steva Jobsa przeczytałem, że on myślał dokładnie tak samo. Korzystając z możliwości „przejechania się na plecach Mateusza” chciałbym zaprosić Was na http://quantfund.pl/blog/ oraz zapisywania się do newslettera – każdy nowy Subskrybent motywuje mnie do pisania.

Mateusz – Oceanografia i Kitesurfing

Cześć Mateusz,

Piszę w nawiązaniu do filmiku, w którym pytasz jak przebiegała zmiana branży na programistyczną dla osób, które taką zmianę zaliczyły.

Chyba nie wpisuje się w ten kanon dokładnie, jednak chciałem się podzielić moją historią – być może uznasz, że jest wystarczająco ciekawa żeby kogoś nią zainteresować.

Z wykształcenia jestem Oceanografem – ale tylko z wykształcenia. Nigdy zawodowo nie miałem z tym nic wspólnego. Studia były pomyłką w moim przypadku.
Moje doświadczenie zawodowe – zarówno w czasie studiów jak i również jakiś czas po – związane było z Kitesurfingiem. To taki dość ciekawy sport wodny. Pracowałem parę sezonów jako instruktor zarówno w Polsce jak i za granicą. O ile samo pływanie dla własnej przyjemności uwielbiam do dziś, to praca w takim charakterze chyba zwyczajnie mi się znudziła.

Poszedłem na studia podyplomowe związane z programem ArcGIS oraz Geograficznym Systemem Informacji. Na tych studiach pierwszy raz zetknąłem się z programowaniem (akurat wtedy był to Python). Bardzo mnie to zaintrygowało – ale zrobiłem research i wtedy wszyscy mi mówili, że już za późno na naukę programowania bo jestem za stary i nie dam rady. Uwierzyłem w to niepotrzebnie – tak mi się przynajmniej wydaje.

Pracowałem w firmie tworzącej mapy lotnicze i systemy nawigacyjne. Używałem właśnie programu ArcGIS. Ale znów to nie było to – ogarnęła mnie nuda. Tam poznałem osobę, która pracowała jako programista w innym dziale i była po kursie w jednej z ostatnio powstałych na pęczki akademii programowania. Idąc jego śladem zapisałem się również do takiej szkoły na kurs programowania w Javie. Było ciężko, etat i codzienny kurs dawał się we znaki. Wszystko postawiłem na jedną kartę, zrezygnowałem z etatu i poświęciłem cały swój czas na kurs i programowanie. Po kursie udało mi się zdobyć pracę na stanowisku młodszego programisty. Ale niestety pojawiły się poważne problemy zdrowotne i przepracowałem tam tylko dwa miesiące. Moje zdrowie powoli się prostuje. Więc chciałbym wrócić do programowania i przypomnieć sobie powoli to czego już się kiedyś uczyłem. W tym celu stworzyłem swoją stronę internetową – www.greendev.in . Jej powstanie związane jest z konkursem „Daj Się Poznać 2017” organizowanym przez autora strony www.devstyle.pl – Macieja Aniserowicz . Mój projekt konkursowy jest pewnie na niezbyt wysokim poziomie technicznym, ale staram się na ile mi zdrowie pozwala rozwijać go krok po kroku. Może za parę miesięcy – jak zdrowie wróci do normy – będę mógł na rozmowie o pracę pokazać co zrobiłem i może to pomoże mi zdobyć pracę na stanowisku młodszego programisty.

To chyba tyle w dużym skrócie.

Pozdrawiam Serdecznie

Mateusz

P.S Z niecierpliwością czekam na książkę. Już zamówiona!

Marcin – jako budowlaniec pracowałem około 4 lata

Cześć!

U mnie zmiana branży to był dość drastyczny proces. 🙂
Zaraz po szkole średniej zacząłem pracować na budowie, bo taka praca po prostu była tam gdzie mieszkałem. Szybko okazało się że to nie jest to co chcę robić w życiu i poszedłem zaocznie na studia informatyczne. Jako budowlaniec pracowałem około 4 lata. Teraz od 2 lat jestem szczęśliwym programistą. Oprócz takich pobocznych spraw jak przeprowadzka itd. najtrudniejsze było dla mnie przyzwyczajenie się do pracy w biurze. Początkowo nie mogłem wysiedzieć 8 godzin na tyłku. Czułem też że nie za bardzo pasuję do otoczenia, ale pewnie to był tylko mój kompleks. Dziś kiedy denerwuje mnie obecna praca to przypominam sobie poprzednią i od razu mi przechodzi.

Pozdrawiam
Marcin

Michał – zajmowałem się magazynem i pakowałem meble

Cześć!

Ja to się w sumie przekwalifikowałem i mogę o tym opowiedzieć. Cała historia wyglądała tak, że pochodziłem z wioski i od rodziców ciągle słyszałem, że praca najważniejsza, że byle jaka ale praca, że stabilny dochód, etc.. Trochę czasu mi zajęło, zanim to myślenie w sobie zmieniłem, ale szybko wyprowadziłem się od rodziców (mając 19 lat), i faktycznie trzymałem się pracy, wtedy zajmując się magazynami i pakując meble (specyfika miejsca zamieszkania, ~80% firm branża meblarska). Mając 22 lata wziąłem ślub (bo chciałem, nie było dziecka, ani żadnego nacisku z zewnątrz, po prostu chcieliśmy być w pełni samodzielni). I już w ogóle zamieszkaliśmy z żoną we dwójkę (wynajem mieszkania, rachunki, życie, jedzenie, kasy było na styk).

Cały czas robiłem studia informatyczne, no ale że pracowałem tam gdzie pracowałem, zajmowałem się pracą która była dostępna na rynku (jako pakowacz mebli), nie bardzo widziałem jakąkolwiek możliwość wyrwania się z tego marazmu, bo oszczędzić nie było z czego, a staże też mnie nie ratowały, bo miałem już rachunki.. To była trudna sytuacja, ale mimo wszystko się udało. Ciężko pracowałem wtedy fizycznie, ale po każdym powrocie do domu siadałem i uczyłem się programować. W pracy w trakcie przerw czytałem książki. W końcu mając lat 25 wrzuciłem ogłoszenie na facebooka, czy może ktoś byłby zainteresowany moją osobą i nie chciałby mnie przyjąć i, ktoś się odezwał. W ten sposób zdobyłem pierwszą pracę, wynająłem mały pokoik i z żoną przeprowadziliśmy się do Wrocławia.

Na początku nie było łatwo, ale cały czas się uczę, aktualnie zarabiam już zdecydowanie lepiej. Także czasem przebranżowienie się nie jest takie proste, dwie najważniejsze rzeczy z tamtego okresu – ucz się konkretnie tego czego rynek potrzebuje, i zaplanuj sobie swoją ścieżkę. Że po zdobyciu konkretnych umiejętności zaczniesz szukać pracy, a nie wpadniesz w pętlę nauki, która donikąd nie doprowadzi. Po za tym, jeśli jesteś studentem, to to jest idealny czas, żeby nauczyć się tego czego potrzeba i dorwać pracę, inaczej może być już o wiele trudniej, kiedy samemu trzeba będzie sobie za wszystko płacić. Więcej o tym jak dzisiaj szukałbym pierwszej pracy napisałem w tym poście:
https://www.michalgellert.pl/blog/jak-dzisiaj-szukal-bym-pierwszej-pracy-poradnik-od-poziomu-chce-w-programowanie/
I to tyle ode mnie. 😉

Bartłomiej – chemik/kontroler jakości -> programista

Cześć,

Ponieważ na fb prosiłeś o info na temat zmiany branży, to przedstawię pokrótce moją historię. 🙂

Z wykształcenia jestem chemikiem (doktorat jeszcze w drodze), jednak od magisterki (czyli w sumie 5 lat) pracowałem jako Specjalista ds. Kontroli Jakości w firmie zajmującej się zaopatrzeniem przemysłu. Kontrolowałem wykonaną produkcję, wystawiałem dokumenty jakościowe, prowadziłem reklamacje, wspomagałem technicznie dział handlowy. Jednak wkradła się w całość rutyna, odebrano mi najbardziej satysfakcjonującą część obowiązków (tą związaną z chemią), a poza tym zarobki również nie były powalające. 10 miesięcy temu zacząłem uczyć się Javy (tylko wieczorami i w weekendy ze względu na pracę i małe dziecko) pod kątem napisania własnej aplikacji na Androida oraz docelowej zmiany pracy. Temat wciągnął mnie do tego stopnia, że za kilka dni zaczynam pracę jako Junior Software Engineer w firmie tworzącej systemy typu CMS. 🙂

Pozdrawiam,

Bartłomiej

Maciek – z fotografa na frontendowca

Cześć Mateusz,
na wstępie dzięki za kawał solidnej roboty w postaci bloga i kanału na YT.
Najpierw zacząłem opisywać całą swoją ścieżkę przebranżawiania z fotografa na frontendowca, ale zrobił się z tego długi i nudny tekst, czytania którego Ci oszczędzę 😉 . Zacząłem więc od nowa i opiszę tylko jeden wątek, który najbardziej dziwił wszystkich wkoło mnie;

Dlaczego, składając wypowiedzenie 18 lutego, zgodziłem się na termin zakończenia 31 sierpnia – czyli ponad pół roku później?

– przymiarki do zmiany branży robiłem od września 2015 (badanie rynków, perspektyw rozwoju, wybór między grafiką a kodowaniem itp…),
– gdy w lutym 2016 składałem wypowiedzenie dopiero zaczynałem zbierać materiały do nauki (miałem jakieś podstawy HTML, wiedziałem, że jest coś takiego jak CSS a javascript i java to nie to samo 😉 ),
– ponad sześciomiesięczny okres wypowiedzenia pozwolił mi na;
a) dokończenie wiszących zleceń freelancerskich (2 miesiące),
b) miałem czas na naukę podstaw frontendu i zbudowanie portfolio (3 miesiące) (wypowiadając umowę o prace naprawdę byłem zielony. Wierzyłem, że mam plan i, że rynek jest chłonny na juniorów więc musi się udać)
c) miałem czas na uczestniczenie w kilkuetapowych rekrutacjach (2 miesiące – CV zacząłem rozsyłać w lipcu, Umowę podpisałem pod koniec sierpnia. Zacząłem od 1 września),
– w chwili składania wypowiedzenia w ówczesnej pracy byłem zatrudniony od ponad 7 lat, byłem kimś pomiędzy kierownikiem a team leaderem. Tak długi okres przejściowy pozwolił mi zamknąć wszystkie swoje zlecenia, zostawić porządek w dokumentacji. Przez cały okres próbny nowozatrudnionej osoby skupić się na jej wdrażaniu i ogólnie rozstać się z pracodawcą i zespołem w dobrej atmosferze.

Jeżeli chciałbyś wiedzieć coś więcej, lub miałbyś jakieś dodatkowe pytania – pisz śmiało.

pozdrawiam – Maciek

PS: przebranżawiałem się mając 30 lat / żonę / małe dziecko / kredyt mieszkaniowy / oszczędności max na 1 miesiąc. Także da się nie tylko będąc bez zobowiązań 😉

Patryk – od zawodowego sportowca do programisty

Cześć Mateusz,
jestem Patryk, mam 25 lat i od 15 lat gram w siatkówkę, w tym 5 lat zawodowo (głównie na poziomie 1. ligi). Ponadto, jestem inżynierem mechanikiem po AGH w Krakowie i nie widzę siebie w tej branży, a wręcz żałuję, że wybrałem tak ciężki kierunek, bo połączenie studiów dziennych z 8 treningami w tygodniu + wyjazdami na mecze w weekendy, było skrajnie trudne i wiele nocy nie przespałem. Nie wspominam nawet o jakimkolwiek życiu studenckim, gdyż zdecydowanie brakowało na to czasu.

Jeśli chodzi o programowanie, to wierzyłem przez długi czas w typowe mity z nim związane – w skrócie, wydawało mi się, że to jest jakieś rocket science. Co lepsze, swoją pierwszą stronę w htmlu (o siatkówce) stworzyłem na przełomie 1 i 2 klasy gimnazjum, a potem bawiłem się popularnymi w tym czasie, phpBB oraz bodajże phpFusion (nie pamiętam nazwy). Mimo takich obiecujących początków, bardzo zraziłem się do dalszego rozwoju przez fakt, iż szkolne zajęcia z informatyki były jakiś wielkim shitem ! Pamiętam, że robiliśmy coś w C++ i tak naprawdę, to rzeźbiliśmy w gów.. nie wiedzieliśmy co robimy. Przede wszystkim nie wiedziałem PO CO to robimy. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w błędnym przekonaniu, że to jest tylko dla geeków, którzy piszą coś w konsoli…

Do programowania wróciłem dopiero po studiach inżynierskich. Zajmowałem się wtedy tylko siatkówką, która pozwalała mi się utrzymać, ale czułem potrzebę rozwoju, uczenia się czegoś w wolnym czasie między treningami, podczas wielogodzinnych wyjazdów na mecze. Padło na udemy.com i kursy Roba Percieval’a (WebDev oraz iOS dev). Początkowo bardzo się zajawiłem, ale potem przyszło „poważne granie” – dużo meczów, zmęczenie i jakoś to wszystko zwolniło.
Wielki come back nastąpił we wrześniu 2016, gdy zapisałem się na kurs programowania, który miał mnie wprowadzić w branżę IT. Kurs był stosunkowo drogi(ok. 4k), ale umowa pozwalała na rezygnację i zwrot pieniędzy w razie mojego niezadowolenia. Miałem też świadomość, że wydanie własnych pieniędzy zmusi mnie do regularnej pracy. I tak też się stało ! Zacząłem od C++ (stworzyłem m.in okienkową aplikację do nauki angielskich słówek z branży IT), potem miałem krótki epizod z Java (napisałem kalkulator emerytalny z użyciem javaFX), a aktualnie uczę się PHP i tworzę appkę z wykorzystaniem Symfony 3. Czemu rzuciłem Javę dla PHP? Bo dostałem ofertę pracy jako backend junior dev, od mojego ‚mentora’, czyli właściciela kursu, na który uczęszczam. Chyba zauważył mój potencjał, pracowitość i determinację, które nabyłem w trakcie uprawiania sportu. Aktualnie spędzam przy komputerze i nauce każdą wolną chwilę, średnio 4-6h dziennie.
Czy podejmę pracę już teraz i rzucę siatkówkę? Nie wiem, chyba nie. W sporcie całkiem dobrze mi idzie,a co najważniejsze granie nie przeszkadza mi w dalszej nauce.
Na razie zdecyduję się prawdopodobnie na staż (nawet darmowy), żeby zobaczyć funkcjonowanie tego wszystkiego od środka i wzbogacić swoje CV.
W takim razie, po co to wszystko? Jak już ustaliśmy, nie widzę siebie pracującego w zawodzie, a sport jest bardzo brutalny – jedna kontuzja może pozbawić pracy i dochodu. Ja już jedną bardzo ciężką kontuzję przeszedłem i przekonałem się jak to wszystko funkcjonuje. Od tamtej pory przygotowuję sobie „wyjście awaryjne”. Czuję, że jestem na dobrej drodze.
Ponadto, moja forma sportowa również na tym zyskała, bo już nie muszę się przesadnie martwić o przyszłość (przynajmniej nie tak bardzo jak wcześniej) i ten luz psychiczny mi bardzo służy.

Rozpisałem się, przepraszam.
Pozdrawiam i dziękuję za to, co robisz. Twoja książkę pochłonąłem ‚na raz’ 😉
Patryk

Marta – miała być psychologiem

Zanim zainteresowałam się programowaniem moją przyszłość wiązałam z zupełnie inną dziedziną – miałam być psychologiem. Dlaczego „miałam być” a nie „byłam”? Bo nie zdążyłam nim zostać.

W zeszłym roku skończyłam psychologię. Pomimo tego, że uważam psychologię za bardzo interesującą dziedzinę nauki, doszłam do wniosku, że nie chcę zajmować się nią na co dzień. Przez pewien czas szukałam pracy w tym zawodzie, ale ostatecznie uznałam, że nie ma co się zmuszać.

Zaczęłam zastanawiać się czym mogłabym się zająć. Moje myśli nieśmiało krążyły wokół programowania, które w tamtym czasie znałam jedynie z opowiadań znajomych pracujących w tej branży. Zazdrościłam im zaangażowania w to, co robią i entuzjazmu, z jakim opowiadają o swojej pracy. Dość długo odrzucałam jednak myśl o nauce programowania, bo przecież jak to? Ja, bez skończonych studiów technicznych, bez jakiegokolwiek przygotowania? Właśnie w tym momencie na horyzoncie pojawiło się Coders Lab i ich kurs front-endowy. Zanim podjęłam decyzję o zapisaniu się na kurs spędziłam trochę czasu ucząc się sama w domu, sprawdzając czy programowanie na pewno mi się podoba i czy cokolwiek z tego rozumiem. Rozumiałam więcej niż sądziłam, uczyłam się szybciej niż początkowo zakładałam i stwierdziłam, że warto spróbować.

Od momentu zapisania się na kurs do chwili rozpoczęcia zajęć minęły dwa-trzy miesiące, podczas których uczyłam się dalej sama w domu i wydawało mi się, że idzie mi całkiem dobrze. Ale dopiero na kursie okazało się, że można uczyć się jeszcze więcej, jeszcze szybciej i jeszcze sprawniej. Pomoc doświadczonych wykładowców i opieka mentora naprawdę robiły różnicę. Po sześciu tygodniach kursu widziałam, że naczyłam się bardzo dużo, ale miałam też świadomość, że to tylko mała część tego, co jeszcze przede mną. Ale przynajmniej wiem już, że mogę to robić i nie zastanawiam się nad tym, czy na pewno dam radę.

Obecnie cały czas się uczę – znowu sama, ale już inaczej niż przed kursem. Mając solidne podstawy dalsza samodzielna nauka stała się dużo łatwiejsza. Szukam też pierwszej pracy w nowej dla mnie branży i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona – zostałam już zaproszona na kilka rozmów przez potencjalnych pracodawców. Mam nadzieję, że już niedługo zacznę pracę w nowym dla mnie zawodzie i będę mogła dalej się rozwijać.

Bartłomiej – z operatora CNC na programistę Javy

Cześć, moja zmiana branży zaczęła się od tego ze potrzebowałem programu do pracy przy frezarce CNC bo męczyło mnie ciągłe wykonywanie tych samych obliczeń na kalkulatorze, a do tego ciągłe myślenia nad tym gdzie na wielkim regale leży podkładka pod szynę. Tak więc odpaliłem kurs Javy i napisałem do tego aplikację desktopową która wykonywała za mnie obliczania i dodatkowo wskazywała gdzie jest dana podkładka.

Jak dzisiaj o niej myślę to jest ona straszna i okropnie napisana, ale wiem że koledzy z dawnej firmy używają jej od 3 lat i bardzo sobie ją chwalą, co jest bardzo miłe, bo ja nauczyłem się programować i stożyłem aplikację która ułatwia ludziom pracę.
Po ogarnięciu podstaw postanowiłem napisać do znajomego programisty z pytaniem co pisać i jak pisać.

Po roku od zrodzenia w głowie pomysły że nauczę się programować zacząłem szukać pracy i zajęło mi to chyba około miesiąca. Obecnie pracuję już i mam dwa lata doświadczenia. Dodatkowo wspomnę tylko ze nie skończyłem studiów bo jakoś po roku studiowania Elektrotechniki na politechnice stwierdziłem że jest to nudne i olałem to.

P.S.
Poruszyłeś bardzo ciekawy temat 🙂

Pozdrawiam
Bartłomiej

Patryk – serwisant sprzętu komputerowego

Cześć.

Mam 22 lata i od ok 8 miesięcy zajmuje się programowaniem. Wcześniej ok 3 lat pracowałem w firmie rodziców, jako serwisant sprzętu komputerowego. Ogółem serwisem zajmowałem się od 5-6 lat i dzięki temu poszedłem na studia informatyczne. Po I roku studiowania stwierdziłem, że chce zająć się programowaniem i temu się poświęcić. Aktualnie nadal studiuje, jestem na stażu jako młodszy programista i prowadzę bloga poświęconemu programowaniu.

Link do bloga: https://myeaglee.wordpress.com/

Pozdrawiam.

Patryk

Marta – nie do końca zmiana branży 🙂

Cześć

widziałam filmik w którym prosiłeś o wiadomości od os. które zmieniły branżę. Ja branży nie zmieniłam, ale myślę że można ją powiązać z IT.

Obecnie kończę pielęgniarstwo, Planuję iść na studia II stopnia i jednocześnie rozwijać się w branży IT. Podczas praktyk w wielu szpitalach za każdym kroku zauważam te same problemy wśród personelu pielęgniarskiego, głównie jest to nieziemska nienawiść do tego aby usiać przed komputerem i chodź szturchnąć gryzonia. Chciałabym zająć się rozwiązaniem chodź części problemów z jakimi na co dzień się stykam. Mam ciekawość 3-latka i lubię dostosowywać rzeczywistość do siebie a nie siebie do rzeczywistości. Wciąż zastanawiam się dlaczego powinnam siedzieć i przez godzinę przeliczać jaka dawki leków jakie powinien dostać każdy z 45 pacjentów (każdy z nich dostaje średnio 4 różne leki 3-4 razy dziennie więc widzisz ile to bezsensownej pracy) gdy może policzyć to za mnie telefon czy komputer, zapisać w pamięci, być może nawet z dostępnymi dawkami tego konkretnego leku. Od personelu słyszę jedną odpowiedź: Wszyscy tak robimy i jest dobrze. I właśnie tak wszyscy zagrzebują się w liczeniu z kalkulatorem i kartką… 2 razy dziennie. Codziennie.

Pierwsze o czy pomyślałam zaraz po zobaczeniu na ekranie pięknego „Hello World!” to narzędzie dzięki któremu będę znała odpowiednie dawki leków po minucie bo komputer sam je dla mnie obliczy. Przez tą godzinę zajmę się pacjentami a nie papierami.

Pozdrawiam
Marta


9 thoughts on “Programowanie, a zmiana branży – doświadczenia 25 osób

  • de napisał(a):

    Bardzo fajny artykuł. Prawdziwy. Posyłam znajomym.

  • klimos napisał(a):

    Interesujący artykuł. Sam zastanawiam się nad zmianą branży tylko czy już nie jestem za stary, 35 lat ;).

  • Kamila Matla-Tomczyk napisał(a):

    Ja w tym roku kończę 34 lata, od półtora tygodnia pracuję jako Junior Dev. 😉 Do licha, przy pewnej dozie braku pecha jeszcze dobre pięć dyszek przede mną! 😀

  • […] Programowanie, a zmiana branży – doświadczenia 25 osób […]

  • kuba napisał(a):

    Fajne, motywujące historie. Również się przymierzam do całkowitej zmiany branży i zacząłem od zrobienia kursu dla początkujących i bootcampa z front endu. Ta wiedza jest łatwa do przyswojenia, o ile zostanie dobrze przekazana.

  • ohtajojkomando napisał(a):

    Siemka, ja pracuje w przemyśle automotive jako technolog. Na tym stanowisku ogarniam produkcje,technologie,budowe maszyn,normy,audyty,jakość itp.itd. Wypaliłem się, zrobiłem review swojego życia zawodowego i stwierdziłem że nie jest to żadne osiągnięcie, chciałbym się przebranżowić. Myślałem żeby wykorzystać w jakiś sposób jako zaletę swoje bieżące doświadczenie. Co o tym myślicie ?
    Jestem za stary? Mam 32.

    • JavaDevMatt napisał(a):

      Generalnie z wiekiem jest trudniej przez więcej obowiązków na głowie i mniej wolnego czasu. Jednak jak najbardziej można się samodzielnie wiele nauczyć i przebranżowić – zresztą jest tu parę takich historii.

  • Szymon napisał(a):

    Ale extra to człowiek to scenariusz – b.fajnie!!! gratulacje, do odważnych świat należy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *