JavaDevMatt.pl – Mateusz Kupilas

Programista na emigracji… aktualnie po emigracji. ;) Przedsiębiorca, bloger, youtuber.

Nadgodziny/Crunch – doświadczenia i opinie osób z branży IT

W ostatnim odcinku podcastu Retrospektywa.com pojawiło się pojęcie crunchu. Postanowiłem zebrać trochę opinii na temat nadgodzin od społeczności IT. Dzisiaj efekty tego researchu. 🙂 Jak to jest z tymi nadgodzinami w branży IT? Wychodzi na to, że nie jest tak źle – jedynie GameDev trochę cierpi (czego w sumie się spodziewałem – kiedyś czytałem, że żony programistów pewnej firmy odpowiedzialnej za grę o „dużej kradzieży samochodów” 😉 pisały listy do firmy, bo ich mąż pracuje po 12h dziennie przez 6 dni w tygodniu ). Cel tego wpisu jest następujący: poprawić asertywność programistów, by nie dawać się wykorzystywać.

W tym wpisie przeczytasz opinie i doświadczenia 15 osób z branży na temat nadgodzin/crunchu. 14 osób, które mi coś podesłały oraz pod koniec wpisu moje doświadczenia w temacie.

Można to czytać jako wpis na blogu, albo odsłuchać jako podcast z jakimś moim dodatkowym komentarzem.

Podcast można odsłuchać na YouTube, albo pobrać bezpośrednio. Zapraszam również to śledzenia podcastu na iTunes.

Opinie osób z branży:

Kolejność według daty podesłania wiadomości.


Olek

Od ponad 2 lat pracuję w większej korporacji (1.5 roku jako stażysta) i słysząc wszystkie historie o pracy w korpo po godzinach i weekendach trochę się bałem, że na pierwszą pracę od razu wybrałem korpo – szczególnie, że miałem inne możliwości.

O czymś takim jak nadgodziny właściwie nie słyszałem. Przez cały czas jak pracuję musiałem przyjść w jedną sobotę do pracy (restart i duży update serwera do CI) i jednego dnia wieczorem posiedzieć przy laptopie (różnica stref czasowych między Polską i USA). Ale wszystko to skracało mi normalny czas pracy. Skoro przyszedłem w sobotę na 5-6 godzin – to cały następny tydzień mogłem wychodzić godzinę wcześniej. Pracowałem wieczorem 2 godziny – następnego dnia wracałem 2 godziny wcześniej. Itd. itd. 🙂

Oczywiście czasem zdarzyło się siedzieć dłużej niż ta „8-16”, ale jeszcze nie wychodziłem z pracy później niż 18. Tylko, że… Jeśli siedziałem do później to dlatego, że wcześniej wychodziłem o wcześniejszej godzinie. Mój szef jest na tyle bezproblemowy, że można sobie swobodnie żąglować godzinami (wiem, że zaraz ktoś powie, że przeciesz praca programisty to nie siedzienie 8 godzin w biurze – ale nie każdy rodzaj programowania to kreatywne rozwiązywanie problemów – w dużym korpo może to często być właśnie praca 8 godzin dziennie z kodem ;)).

Zdarzały się jednak w moim teamie (ale nie mi osobiście) jakieś większe problemy. Było wtedy jakieś napięcie, ale nie zauważyłem cruchingu. Przynajmniej nie jakiegoś przesadnego – owszem może zamiast 8 godzin, 3-4 osoby przez tydzień pracowały po 10 (ale potem sobie to odbijały i w następnych tygodniach pracowali krócej, albo robili sobie dłuższy weekend).

Wiem, że jeden przypadek o niczym nie świadczy i może po prostu to mi się trafiło takie fajne stanowisko, ale ja po 2.5 roku pracy jestem zadowolny (może obowiązki mogłyby być ciekawsze, ale chociaż bez żadnych problemów kończę magisterkę w trybie dziennym, a doświadczenie zdobywam :))


Artur Czuba

Poświęcam dużo czasu na pracę po godzinach, ale nie odczuwam tego jako obowiązek (pracodawca jest nawet przeciwny abym to robił). Dlaczego jednak to robię?

Pracuję w korpo, pojawiają się od czasu do czasu ciekawe projekty w których mogę wykorzystać nowe technologie (a przy okazji się ich nauczyć). To wciąga w takim stopniu, że ciężko się oderwać. Nie lubię też zostawiania niedokończonej części jakiejś funkcjonalności, więc spędzam kolejne godziny na dopisywaniu kolejnych linii kodu i integrowaniu całości. Dodatkowo wracając do domu chcę zająć się swoimi projektami, życiem towarzyskim, (ehhh, gotowaniem), więc staram się separować moją pasję od czasu wolnego.

Poza tym, klimat jaki panuje w biurze późnym wieczorem jest nie do opisania. Ta atmosfera skupienia, zgaszone światło i świecące monitory sprawiają, że chce się siedzieć i pisać kolejne linie kodu. Za dnia nie ma skupienia, ktoś przychodzi, zaczepia, pyta. Dodatkowo wyjście na lunch lub spotkanie potrafi wybić z rytmu. Po godzinach ten problem znika. I to właśnie jest duża zaleta.

Myślę jednak, że to zależy od zajmowanego stanowiska, ponieważ programista może sobie pozwolić na taki styl pracy. Inne działy, które wymagają kontaktu z klientem mogą mieć z tym problem.


Tomek

Ze swojej strony mogę opisać temat crunchu, do którego do końca nie doszło.
W firmie ruszyliśmy z nowym projektem, prawie bez specyfikacji i bez wizek, praktycznie tylko z ideą co to ma robić.
Po miesiącu, gdy mieliśmy zaimplementowane podstawowe funkcjonalności, które wydawało się, że są potrzebne, zlecający obudził się, że jednak trzeba obrać inny kierunek.

Z opersji wybawił nas główny PM – konsekwentnie uświadomił zlecającego, że nie da się zrealizować tak dużych zmian funkcjonalności w ciągu dwóch-trzech tygodnii.
Ustaliliśmy zadania do MVP i zaczęliśmy. Szczęśliwie udało się to zaimplementować praktycznie na czas.

Wnioski i nauka – dobre zarządzanie zespołem w sytuacjach krytycznych oraz konsekwencja w działaniu PM’ów czasami pozwoli uniknąć crunchu.


cometa93 – funventure.eu

Ja osobiście staram się brać odpowiedzialność za to co robię w pracy. Tak samo traktuje projekty jak własne. I przed wydaniem potrafię dość sporo czasu poświęcić na dowożenie i nie jest to wykorzystywanie ze strony firmy. Oczywiście jeśli te godziny są do odebrania, bądź płacone extra. Za free nikt nie będzie robił. Ale jednak jeśli poczuwasz się do projektu, który współtworzysz to moim zdaniem naturalną rzeczą jest crunch jeśli jest potrzebny. Nie raz siedziałem po 15, 16 godzin potem chwila snu śniadanie i znów maraton.


Piotr Gankiewicz – piotrgankiewicz.com

Moje stanowisko, którego się trzymam w sumie od zawsze.

Nadgodziny można „zastosować” w 2 przypadkach. Pierwszy, najbardziej oczywisty to praca na swoim. I nie mam tu na myśli zawodu typowego freelancera (który nadal pracuje dla pewnego klienta, tyle że zazwyczaj zdalnie), ale przede wszystkim rozwój własnych projektów, które w przyszłości mogą zaowocować np. pokaźnym zyskiem. Nie różni się to niczym innym od rozwijaniem własnej firmy i tutaj zazwyczaj czeka nas ciężka harówka niezależnie czy tego chcemy, czy nie. Drugi przypadek to typowa praca w firmie, z tym zastrzeżeniem, że za spędzone nadgodziny otrzymujemy odpowiednią zapłatę. Nie dajcie się tutaj zwieść żadnym obietnicom ani tym bardziej nie dajcie się wykorzystać (zazwyczaj w postaci „wzięcia na litość”). Biznes to biznes — pracujecie dla kogoś (a nie nad rozwojem własnego produktu) i macie za to otrzymać stosowne wynagrodzenie, koniec kropka. W przeciwnym przypadku może Was spotkać bardzo niemiłe rozczarowanie, gdy okaże się, że spędzicie wiele nadgodzin, a koniec końców okaże się, że poza przysłowiowym uściskiem dłoni prezesa nic z tego nie zyskacie.


Jakub Gutkowski – blog.gutek.pl

Do nadgodzin mam prosty stosunek. Ale trzeba go rozbić na dwa punkty widzenia. Nie chcę wchodzić w samo znaczenie i negatywny wydźwięk słowa nadgodziny. Bo pierwszy odruch do tego słowa to: przymus do pracy i zło. a tak wcale nie musi być.

Ja osobiście nie jestem za siedzeniem dłuższym w pracy. Nie lubię tego, ale z drugiej strony jakbym był singlem lub tylko żonaty to pewnie bym nie miał nic przeciwko od czasu do czasu dłużej w pracy posiedzieć. Jednak są warunki które muszą być spełnione. Po pierwsze, ktoś ma mnie o tym poinformować i ja się mam na to zgodzić. Każda nadgodzina jest płatna ALBO każda nadgodzina to godzina wolna. Na przykład teraz u mojego klienta jest tak, że jak pracownik siedzi dłużej to do 8 godzin w miesiącu może sobie wziąć wolne. To znaczy albo bierze jeden wolny dzień za nadgodziny albo skraca sobie czas pracy w innych dniach tak by się zgadzał wynik 8h. I to jest ok.

Drugi przypadek to taki, że nie ma czegoś takiego jak nadgodzina, każda godzina pracy jest płatna X. W umowie nie ma zapisane, że mamy pracować od 9-17 tylko, że mamy być dostępni i pracować minimum Yh dziennie, przy czym nie mamy maksimum i każda ekstra godzina przepracowana jest wliczana jako godzina pracy. Więc jak chcę to mogę siedzieć 24h na dobę i pracodawca za to zapłaci.

Ten drugi przypadek to także przypadek własnej działalności gospodarczej. Jak nie pracujemy to nie dostajemy, jak pracujemy to po to by ktoś nam za to zapłacił.

Jeżeli jednak firma wymaga od nas co chwilę nadgodzin i nie chce płacić/rekompensować tej pracy, to jest to dla mnie nie do zaakceptowania. Wtedy po prostu mówię dość i składam papiery.

Ale jak ze wszystkim, wszystko za obustronną zgodą jest w porządku, wszystko co ma na korzyść wykorzystanie pracownika z korzyścią dla firmy, jest nie OK i nie można tego tolerować. Ale co jest dla kogo do zaakceptowania to jest odrębna sprawa.


Tomasz Wolinski – StormIT.pl

Z cranchem w całym tego słowa znaczeniu spotkałem się do tej pory tylko w jednym projekcie. Dzisiaj wiem, że zawczasu nie dopuściłbym do takiej sytuacji.

Warunki pracy w projekcie oczywiście z dnia na dzień nie stały się tak krytyczne. Początkowe nadgodziny (wszystkie były płatne) nawet mnie cieszyły. Dodatkowe pieniądze przecież zawsze się przydają. Miałem również okazję się wykazać i szybciej nauczyć nowych rzeczy. Co na tym etapie programistycznej kariery było dla mnie wyjątkowo ważne.

Prawdziwe problemy zaczęły się, gdy otrzymałem do realizacji bardziej wymagające zadania. Więcej osób polegało teraz na mojej pracy, a proces był tak zrobiony, że nawet stosunkowo krótka moja niedostępność mogła blokować pracę innym. Spowodowało to całkowitą utratę prywatnego czasu. W tym okresie telefony od współpracowników o 3-4 w nocy nikogo już nie dziwiły. Ba. Sam wielokrotnie po takim telefonie siadałem do komputera i gasiłem pożary. W okresie wydania nowej wersji dość często bywało, że w pracy spędzaliśmy bez przerwy ponad 24h. Przy takim trybie pracy bywało, że niektórzy zwyczajnie przysypiali na klawiaturze.

Powstały w ten sposób produkt był wyjątkowo niskiej jakości. Zawsze było coś do szybkiego naprawienia, co blokowało pracę innym. Dlatego nie było, kiedy przeprowadzić niezbędnych refaktorów, czy napisać dobre testy. Co w perspektywie czasu tylko pogarszało sytuację. Bywało również, że dane trzeba było naprawiać bezpośrednio na produkcji, by skrócić czas wdrożenia. Nie było to zbyt bezpieczne.

Z perspektywy czasu patrząc na to, najbardziej przerażające było to, że po pewnym czasie współpracownicy sami podjudzali tę sytuację. Pokutowała myśl, że skoro ja tak pracuję, to czemu Ty masz mieć lepiej… Chwilami było bardzo nerwowo i nieprzyjemnie. Niestety przełożeni godzili się na taką sytuację, teoretycznie zasłaniając się dobrem projektu i klienta. Prawda jednak była taka, że klient nie był zadowolony z efektów takiej współpracy, bo nowe wersje produktu otrzymywał niskiej jakości i notorycznie po terminie.

Dla mnie taki tryb pracy skończył się zmianą pracodawcy. Całe szczęście, po którejś nocnej pobudce żona postawiła veto dalszej takiej pracy. Zmiana okazała się bardzo dobrą decyzją, również pod względem finansowym, bo bez robienia licznych nadgodzin uzyskałem podobne wynagrodzenie.


Maciej Aniserowicz – devstyle.pl

W branży IT często szczycimy się pracą po 20 godzin na dobę, spaniem po 3 godziny, wykończeniem i całkowitym poświęceniem programowaniu. Wielu programistów przechodzi przez ten etap – też tam byłem. Prawie wszyscy na pewnym etapie dochodzą do wniosku, że to nie ma sensu. Część ląduje przez to w szpitalu, inni kończą z wypaleniem zawodowym, niektórzy zostają ze stałymi problemami zdrowotnymi. Dając z siebie absolutnie wszystko, jesteśmy w stanie pokonać tylko krótkie dystanse. Pamiętajmy, że to nie sprint, a maraton. Zawsze będzie coś do zrobienia.


KrzaQ – https://dev.krzaq.cc/

Pierwszy raz do czynienia z crunchem w pracy miałem latem 2012. Pisałem soft do magazynu automatycznego i mieliśmy spore opóźnienie, co było bardzo kosztowne dla naszego klienta. Z tego powodu siedzieliśmy wszyscy po kilkanaście godzin dziennie, czasem z weekendami, dopracowując system.

W rekordowym tygodniu wyrobiłem 108 godzin, a w ciągu całego „najlepszego” miesiąca ponad 350.

Pewnie to podpada pod wyzysk i zdecydowanie przekracza wszelkie normy narzucone przez KP, ale ostatecznie dostałem ekwiwalent za przepracowany czas, nadgodziny (odpowiednio 150% i 200% zgodnie z regułami), więc uważam że było spoko. Poza tym, szef również siedział i zapierdalał.


Rafał

Moja pierwsza praca i od razu trafiłem na projekt, który za trzy miesiące miał pójść na produkcję. Nadgodziny były u nas nie obowiązkowe aczkolwiek spodziewane i tym samym cały zespół miał więcej godzin im bliżej „go live”.
Wszystkie płatne, soboty czy święta dodatkowo płatne. Pracować w sobotę można było zdalnie np z domu lub w biurze. W drugim przypadku firma stawiała obiad. Generalnie nie był to dla mnie ciężki okres, chociaż inne osoby czasami narzekały. Mieliśmy i tak dobre warunki na tych nadgodzinach w stosunku np do innych branż. Porównując np to do budowlanki to dopiero widać różnicę.
Jedynym minusem to organizacja, mało czasu było na naukę, zadania były przypisywane do ludzi, którzy znali najlepiej temat, a nie po to aby rozszerzać wiedzę zespołu. Ogromnym plusem jest szansa jaką mi dali, gdyby nie nadchodzący cranch time pewnie nie dostałbym tej pierwszej pracy po przebranżowienie się.
Wypalanie się raczej nie miało miejsca. Pewnie trochę przyspieszyło u pewnych osób, się generalnie każdy wiedział, że z wejściem na produkcję to już kończymy z taka praca i ona więcej nie nastąpi przynajmniej w tym projekcie. Jakbym miał takie sytuacje cyklicznie to na pewno dałoby się to odczuć, a tak to w porządku. Okazja aby zarobić więcej, zjeść dobrze i złapać dobre tempo pracy w tych pierwszych tygodniach.


Grzegorz Kotfis – gkotfis.blogspot.com

– Czy spotkaliście się w pracy ze zjawiskiem crunchu?
Tak spotkałem się. Niestety było to w mojej pierwszej pracy i na dość dużą skalę. Pracowałem wtedy jako taki gość od wszystkiego w IT. Administracja serwerami, bazami danych, oprogramowaniem, jakieś drobne serwisy komputerów, infrastruktury sieciowej. Telefony po godzinach czy tak zwane akcję na koniec dnia były nagminne. Bardzo często pewne rzeczy do zrobienia przypominały się szefowi o 15:59. 🙂

– Był to czas dodatkowo płatny?
Nie.

– Czy przyczyniło to się w jakiś sposób do wypalenia pracowników?
Na pewno do frustracji i niechęci. A to z kolei do rotacji pracowników. W moim przypadku była to pierwsza praca w dodatku rozwojowa i jak na tamte czasy z fajną kasą więc nie marudziłem za bardzo. Uważałem, że to normalne, bo koledzy byli w podobnej sytuacji.

– Inne wnioski i uwagi do tematu.
Dziś bardzo szanuję zarówno swój czas jak i pracodawcy. Wyleczyłem się także z ratowania świata i syndromu bycia filarem firmy – niezastąpionym. Dbam o tzw. work-life balance ale dopuszczam sytuację awaryjne, kiedy nie ma wyjścia i trzeba zostać pomóc gasić pożar. Jeśli dzień w dzień go gasisz to zdecydowanie coś jest nie tak. Aktualnie pracuję w firmie, gdzie mamy dobrze zaplanowane zadania i takie sytuację nie występują. Brak telefonów po godzinach, odbierania maili – jest to bardzo komfortowe a zarazem normalne – tak powinno być.
Drugim aspektem, który chwalę sobie w obecnej pracy, jest brak organizacji mojego czasu wolnego przez pracodawcę. Znam firmy, które bardzo często organizują różne spotkania „integracyjne” po godzinach pracy. Pewnie nie obowiązkowe „ale co?! nie chcesz się integrować z zespołem?!”. Chcę ale można to jak najbardziej robić w czasie pracy w innej formie.


Michał Franc – mfranc.com

Co myślę o nadgodzinach? Nie akceptuję nadgodzin, uważam je za cos nienormalnego. Stan z którego trzeba jak najszybciej wyjść i unikać. Jedyna forma nadgodzin jakie akceptuje to wynikające z mojego profesjonalizmu, np cos popsułem, generuje to spore koszta, więc chce jak najszybciej naprawić ten błąd. Zakładam, że następnego dnia wcześniej wyjdę z pracy, by mieć więcej czasu na odpoczynek.
Dawno dawno temu, robiłem nadgodziny za darmo, uznając, że to część moich obowiązków. Często nie wynikało to z mojej winy tylko cynicznego i celowego zagrania firmy / managementu by wydusić ze mnie jak najwięcej ‚soku’. W końcu mając płacone 5000 zl za 160h w miesiącu, jeżeli uda się wycisnąć dodatkowe 40h (przecież to tylko 2h dziennie). To firma tak naprawdę dostaje za darmo ode mnie 1250zl wartości. Wydawało mi się, że praca polega na tym ze zamieniam czas na pieniądze, nie że daje komuś wartość za darmo. Dodatkowo darmowe nadgodziny napędzają spiralę. Jak pracownik chce pracować za darmo, to przykręcamy śrubkę bardziej – wyciśniemy jeszcze więcej.

Dlatego nadgodziny tylko płatne ekstra. Wtedy i tylko wtedy firma poczuje koszt utrzymywania nadgodzin i będzie zainteresowana zmienieniem organizacji by nie generować dodatkowych kosztów.
Dlugotrwale, nadmiernie nadgodziny to zagrozenie dla waszej kariery i slaba inwestycja czasu. Jak chcecie cos robic dodatkowo, to skupcie sie na sobie, zrobcie jakis projekt, kurs. Tyle projektow open source potrzebuje kogos do pomocy. Inwestujcie w firme ‚JA sp. z o.o.’, to jest jedyna firma na ktorej powinno wam zalezec. Szanujcie swoj czas, juz go nie odzyskacie, nie robcie nadgodzin za darmo i nie traktujcie ich jak czegos normalnego.


Michał Gellert – michalgellert.pl/blog

Osobiście w pracy spotkałem się ze zjawiskiem nadgodzin, były to nadgodziny płatne, za stawkę taką samą jak regularne godziny, z ewentualną opcją odbioru ich później (czyli kiedy produkt trzeba ukończyć, to pracujemy, potem można wziąć kilka dni wolnego w ramach wypracowanych nadgodzin). W przypadku bezpłatnych nadgodzin – absolutnie bym się na nie nie godził. Co do samego zjawiska nadgodzin mam mieszane uczucia, tzn oczywiście – nie powinno tak być, nasza praca wymaga skupienia, czasem przeciąganie czasu powyżej kilku godzin, do powiedzmy kilkunastu dziennie może skończyć się kodem gorszej jakości, bo możemy nie zauważać, że gdzieś mogliśmy użyć np. konkretnego wzorca projektowego.

Osobiście bardzo preferuję podejście: “prześpij się z problemem”, wiele się wtedy dzieje w naszej głowie, problemy mogą faktycznie rozwiązać się same. Z drugiej strony natomiast pamiętajmy o tym, że ciągle brakuje developerów, a nasze wynagrodzenia pochodzą z konkretnych, dowiezionych projektów. Dlatego ciężko powiedzieć, że sprawa jest czarno-biała.

Warto zauważyć już na początku projektu, że terminy mogą gonić, ale nie zawsze jesteśmy w projekcie od początku, czasem rozpoczynamy pracę i okazuje się, że do końca projektu, w którym jesteśmy pozostały dwa miesiące, a pracy jeszcze sporo. Dobrze by było gdyby pracodawca informował o takim fakcie w trakcie rozmowy rekrutacyjnej, a z tym różnie bywa. Nie mniej cenię sobie elastyczny czas pracy, tzn czasem sam z siebie wypracowuję nadgodziny, żeby mieć np dodatkowy dzień w tygodniu wolny. Zawsze staram się dążyć do takiego układu z pracodawcą, który by mi na to pozwalał na takie kombinacje, a najważniejsze, żeby pod koniec miesiąca stan godzin się zgadzał (oczywiście wiadomo, że team musi wiedzieć, że tak będzie, oczywiście zadania na które się zadeklarowaliśmy również należy skończyć, dbać o dobre praktyki w takich sytuacjach, etc..). Jest to również zyskowne dla pracodawcy, ponieważ kiedy mam gorszy dzień mogę po prostu zająć się czymś innym, a pracę wykonać w innych godzinach, zamiast siedzieć i zmuszać się do czegoś, co z racji niechęci i tak będzie słabej jakości.

Z drugiej jednak strony biznes nie zna sentymentów, jeśli sytuacja w firmie się pogorszy, to możemy zostać zwolnieni tytułem “redukcji kosztów”. To chyba wszystkie rzeczy które warto mieć na uwadze kiedy zgadzamy się pracować nadgodziny, jak pisałem na początku, sytuacja nie jest czarno-biała, niektóre firmy mogą robić to z premedytacją wierząc w zaangażowanie swoich ludzi, inne wyciągają lekcje z tego typu sytuacji i starają się, żeby były to jednak incydenty, ponieważ zależy im na pracownikach, oraz jakości ich kodu.


Moje doświadczenia i opinia w tym temacie

Jeśli chodzi o pracę na etacie, to spotkałem się raz z przypadkiem, gdzie termin bardzo gonił i zespół przez miesiąc robił sporo nadgodzin. W firmie była taka polityka, że za nadgodziny można było sobie wcześniej wyjść. Np. od poniedziałku do czwartki zrobiliśmy 4 nadgodziny – wychodzimy sobie w piątek 4 godziny wcześniej (mam dłuższy weekend! :))). W tym jednym przypadku, gdzie tych nadgodzin było bardzo dużo (ten ostatni ważny miesiąc projektu), firma wynagrodziła to pracownikom dodatkowym urlopem i opłaconym wyjazdem. Mieliśmy jako zespół wynajęty domek na 5 dni i sobie imprezowaliśmy. 😉 Oczywiście wyjazd był dobrowolny. Kto nie chciał miał po prostu dodatkowy urlop. Muszę zaznaczyć, że nikt do tych nadgodzin nigdy nie zmuszał. Pokazuje to jak ważne jest dbanie o pracownika i warunki w miejscu pracy – zdaję sobie oczywiście sprawę, że to zwykła kalkulacja (firmie się to opłaca) – jednak bardzo miło ten czas wspominam. 🙂

Widziałem w firmie parę osób, które notorycznie zostawały po godzinach i nie zauważałem, by brały za to dodatkowy urlop. Zapytałem kiedyś o to z ciekawości: okazało się, że były to osoby, które miały udziały w firmie. Mając tylko 1% udziału w firmie w przypadku gdy zostanie ona sprzedana za parę milionów dolarów… trochę grosza nam spadnie.

Czyli bezpośrednio nie spotkałem się z sytuacją, w której nie otrzymałem nic za dodatkową pracę. Zawsze starano się, by za pracę po godzinach można było wyjść wcześniej (czy mieć dodatkowe dni urlopu), albo dogadywano się z pracownikiem w inny sposób. Natomiast osoby, które często dobrowolnie zostawały dłużej miały po prostu udziały w firmie – przez „dowiezienie czegoś” mieli sporo potencjalnych korzyści. Nasłuchałem się natomiast trochę od kolegów, którzy pracowali kiedyś w firmach związanych z GameDevem – często powtarzał się motyw, że firma dużo obiecywała i na obietnicach się niestety kończyło. Żałowali, że byli naiwni i nie mieli wszystkiego na papierze.

Co do pracy dla siebie: tu często zdarza się, że pracuję więcej niż 40 godzin w tygodniu… a czasami zrobię sobie luźniejszy tydzień. Często nie mam problemu z pracą w weekend, bo pracuję nad czymś co mam faktycznie ochotę robić. Jest tu jednak jedna rzecz, której się z czasem nauczyłem. To bardziej coś związanego z efektywną pracą, ale myślę, że tu to pasuje: najwięcej czasu oszczędzamy na tym co świadomie decydujemy by nie robić. Postawa typu „wszystko jest ważne” do niczego dobrego nie prowadzi – to tylko złe zarządzanie sobą, czy zespołem. Lepiej zrobić dobrze mniej rzeczy, które dają faktyczne efekty, niż biegać w kółku i być dumnym z tego, że „dużo się napracowaliśmy„.


3 thoughts on “Nadgodziny/Crunch – doświadczenia i opinie osób z branży IT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *